Parafia p.w. św. Maksymiliana Kolbego > archiwum

Rok Wiary



Konkurs lampionów 2013


POWTÓRKA Z KATECHIZMU: Czy wiara i rozum są sprzeczne?

Nasza wiara opiera się na autorytecie samego Boga, który jest nieomylny i nie może nas okłamać. Nasz naturanly rozumnie jest więc koniecznym warunkiem wiary, co więcej wiara, mając swoje źródło w Bogu, przewyższa zdolności ludzkiego pojmowania i jest od niego pewniejsza. Nie oznacza to jednak, że pomiędzy wiarą i rozumem może występować prawdziwa niezgodność, ponieważ świato rozumu także zawdzięczamy Bogu, Z tego powdu dopełniają się one wzajemnie, umożliwiając coraz pełniejsze poznawanie tego, co Bóg nam objawił (por.KKK 156-159).

Wspomnienia z Oazy Dzieci Bożych na Kaszubach


POWTÓRKA Z KATECHIZMU: Dlaczego człowiek potrzebuje Boga ?

Człowiek został stworzony przez Boga i dla Boga. Dlatego właśnie pragnienie Boga jest wpisane w ludzkie serce. Jesteśmy więc istotami religijnymi zarówno z natury jak i z powołania.Bóg nieustannie przyciąga nas do siebie i tylko w Nim znajdujemy poszukiwane szczęście i prawdę. Zostaliśmy bowiem stworzeni do życia w komunii z Bogiem, w którym odnajdujemy swoje szczęście, a życie nasze jest w pełni ludzkie, kiedy w sposób wolny przeżywamy naszą więź z Bogiem. ( por. KK 27, 44-45 )


POWTÓRKA Z KATECHIZMU: Co to jest dogmat wiary ?


Droga Krzyżowa AK

Droga Krzyżowa Akcji Katolickiej na Kalwarii Wejherowskiej, 1 marca 2008 r.





św. Maksymilian Kolbe - człowiek pokornej miłości


Niech nikt nie ma o sobie wyższego mniemania, niż należy, lecz niech sądzi o sobie trzeźwo [...]. Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga, to co pokorne! Nie uważajcie sami siebie za mądrych! (Rz 12,3.16).
W ten sposób św. Paweł uzasadniał pierwszym chrześcijanom potrzebę stosowania w życiu pokory. Czym dla apostoła była pokora? Oto była trzeźwością myślenia i mądrością. Dlatego zachęcał chrześcijan aby kształtowali w sobie trzeźwe myślenie o sobie i prosił, aby pociągało ich to co pokorne. Apostoł chciał w ten sposób przekazać prawdę życiową, iż człowiek wtedy jest mądry, kiedy jest pokorny, i że staje się pokorny wtedy, kiedy jest mądry.
Kiedy człowiek może powiedzieć o sobie, że jest pokorny? Otóż paradoksalnie wówczas, kiedy sądzi, że taki nie jest. Tylko Jezus może powiedzieć o sobie, że jest pokornego serca. To jest niepowtarzalna cecha i przywilej Boga - Człowieka.
Jak wzbudzać w sobie postawę pokory? Przede wszystkim poprzez niwelowanie zachowań nacechowanych pychą, bo to ona stwarza barierę przed działaniem łask Bożych. Pycha recytuje niekończącą się skargę na świat i na człowieka.
Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem (Mt 11,29).
Jaka zagadkę Bożego serca kryją w sobie te słowa Jezusa? W jaki sposób Go naśladować? Jak zauważyć Jezusową pokorę? Przecież Chrystus nie popełnił najmniejszego grzechu!
Pokora nie oznacza bycia nikim, nie oznacza czucia się nikim, lecz świadome stawanie się kimś mało znaczącym po to, aby innych móc wywyższyć (porusza ten problem Raniero Cantalamessa, w pracy Życie w Chrystusie)
Taka właśnie była postawa Boga. Takie było i jest nieustanne zaproszenie Boga skierowane do każdego z nas do stawania się pokornym.
Patrzcie, bracia, na pokorę Boga - wołał zdumiony św. Franciszek. Siostrę wodę uczynił symbolem pokory i mówił o niej że jest pożyteczną i pokorną, i cenną i czystą. Jeżeli woda się nie wywyższa to tym bardziej my powinniśmy uczyć się być pokornymi. Uczyć od Ojca naszego a nie od ojca kłamstwa. Ten ostatni stara się ciągle utrzymywać nas w postawie przepełnionej próżnością.

POKORNIE MYŚLEĆ I DZIAŁAĆ

O. Maksymilian Kolbe nie bał się być pokornym - trzeźwo myśleć, być sobą. Nie udawał kogoś, kim nie był. Pozostawał takim, jakim go uczynił Bóg. Chociaż bardzo odczuwał własną małość i grzeszność, to nie pozwolił by ten stan ducha był okazją do smutku czy przygnębienia. Wręcz przeciwnie, twierdził, że wszelkie formy zniechęcenia i smutku są postawami nacechowanymi pychą: Pyszny się tylko zniechęca. Bez łaski Bożej byłbym zdolny do popełnienia wszelkich grzechów, jakiekolwiek istnieją na świecie. To jest prawda (Konferencje św. M. Kolbego, nr 94, dn. 28 VIII 1937, s. 155).
Święty z Niepokalanowa uważał, że jeśli człowiek pragnie zachować pokorę, winien zawsze przed Bogiem wyznawać swoje słabości po to, aby w ten sposób odzyskiwać Jego moc. Droga do upadku wiedzie przez pychę. Człowiek pyszny zapomina czyją jest własnością i skąd pochodzą dobra, które go stanowią. Przestrzegał braci, by nie liczyli tylko na własne siły lub siły i pomoc innych ludzi. Bóg patrzy, przede wszystkim, nie na grzech człowieka, ale na wielkość jego miłości. Objaśniał to swym współbraciom św. Maksymilian w konferencji o pokorze: Sami z siebie jesteśmy niczym i jako tacy nic nie możemy, ale to nic oddane Bogu może stać się użyteczne, jeśli Bóg tego będzie chciał. Im bardziej świadomi jesteśmy naszej nicości tym bardziej możemy głosić chwałę Boga (Konferencje o. M. Kolbego, nr 244, s. 380-381).
Kolejnym etapem w kształtowaniu w sobie postawy pokornej była według Ojca Maksymiliana, właściwa i słuszna ocena siebie i drugich. Tak pisał o sobie w liście do o. Floriana Koziury z japońskiego Niepokalanowa (Mugenzai no Sono) w roku 1931: Br. Maksymilian naprawdę jest słaby i głupiutki. Natomiast, aby rzeczywiście stawać się małym i to nie z jakiegoś osobistego powodu, lecz z miłości dla innych, aby innych wywyższyć zdobywał się na ciężką pracę - jak sam podkreślał wszystko dla Chrystusa i Niepokalanej. Przecież siłę do pokornej służby czerpał przede wszystkim z naśladowania Pana Jezusa, a to rozumiał jako podjęcie umartwienia i poniżenia siebie oraz zdystansowanie się do rzeczy materialnych, honorów i przyjemności (Pisma O. M. Kolbego, Notatki z medytacji z 15 XII 1918, nr 846, s. 124).
W pogłębianiu więzi z Niepokalaną widział możliwość zrozumienia swej małości i nicości: Pragniemy do tego stopnia należeć do Niepokalanej, by nie pozostało w nas nic co by nie było Nią, byśmy jakoby unicestwili się w Niej, byśmy przemieniali się w Nią, aby tylko Ona pozostała. Byśmy tak bardzo byli Jej jak Ona jest Boga (Pisma o. M. Kolbego, t. II, nr 452, s. 664).
Takie właśnie Maksymilianowe rozumienie pokory, pozostawił w swoich pismach. Można określić je tylko jednym słowem: służba. Czy może, bowiem zaistnieć miłość, jeśli braknie pokornej służby drugiemu człowiekowi? Miłość pokorna sprawiała, że przez Maksymiliana mógł działać sam Bóg. Z takim wsparciem mógł Maksymilian pokonywać wszelkie trudności, wszelkie napotykane życiowe przeszkody.
Nigdy nie chciał być wyróżniany i nie oczekiwał żadnych szczególnych przywilejów. Wręcz przeciwnie chciał budować życie wspólnotowe przez podejmowanie osobistych czynów pokornych. Wytrwałość i grzeczność o. Maksymiliana były wszystkim znane. Nikogo nie obmawiał, na nikogo nie narzekał, był pobożny, zawsze skupiony i stale zajęty. Nikomu nie rozkazywał, lecz zawsze prosił. Chociaż był kapłanem z dwoma doktoratami, tak się jednak zachowywał pokornie jak brat (Wspomnienia br. Ferdynand M. Kasz, w: Dokumenty o o. M. Kolbe).
Pewnego razu o. Maksymilian siedząc z kilkoma braćmi w ogrodzie, zauważył na swych podeszwach ozdobne ząbki i zapytał: Czy to potrzebne i czy takie ząbki robi się na obuwiu dla wszystkich braci? Wtedy br. Jan Duklan Karpiński powiedział, że wyjątek zrobiono tylko dla o. Gwardiana. Maksymilian prosił braci, by tego nie robiono. Chciałbym mieć jedzenie i odzienie takie - mówił - jak wszyscy inni by zachować wspólne życie... Odczuwam to jako rzecz przykrą, gdy mi coś dają, czego inni nie mogą dostać (Dokumenty o o. M. Kolbe, br. Alfred M. Dziedzic).

ZOBOWIĄZANIE DO POKORY

Dzisiaj patrzymy na tę Maksymilianową pokorę z podziwem i zazdrością. Jesteśmy wszak nieustannie świadkami stosowania przeróżnych form przemocy, dominacji i walki. Uwierzyliśmy w siłę przebicia. Wielu tłumaczy swe negatywne zachowania słowami: depczę innych, bo i mnie depczą. Skąd w nas taka postawa? Stąd, że nie jesteśmy pewni siebie samych, sądzimy, że obecność drugiego wytycza granicę naszej pokorze, choć tak naprawdę jest okazją do jej zwielokrotnienia
Apostoł upominał chrześcijan by się nie unosili pychą. Maksymilian Kolbe znał drogę wiodąca od pychy do pokory… Pycha jest siłą, która krzyczy na Boga, nie liczy się z człowiekiem. Pokora to też siła potężna, która śpiewa Bogu pieśni niezwykłe, pełne uwielbienia i dziękczynienia. Ojciec Maksymilian Kolbe tam w bunkrze głodowym w Auschwitz miał siłę pokory i do końca śpiewał pieśń Bogu i człowiekowi. Trzeba stać się małym, aby zostać naprawdę wielkim. Wielkości nie mierzy się tylko poprzez dokonania, ale przede wszystkim służbą i miłością.
o. Ignacy Kosmana

o. Ignacy Kosmana


ŚWIĘTA

Nasz kościół podczas iluminacji

Nagrodzone dzieci z lampionami

Choinka z bąbkami jubileuszowymi

Bombki

Parafialna kartka świąteczna

Żłóbek w kościele

Migawki z opłatka Akcji Katolickiej

Mali Trzej Królowie

Spotkanie opłatkowe chórzystów

Rozdanie nagród przedstawicielom osób, które wzięły udział w konkursie kolęd


Oaza młodzieżowa Ruchu Światło Życie zaprasza na spotkania.


Jubileusz 25-lecia parafii


Z okazji 25-lecia parafii Ojciec Święty Benedykt XVI nam wszystkim błogosławi


List J. E. Księdza Arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, Metropolity Gdańskiego z okazji Jubileuszu...(plik pdf)


Słowo wstępne Księdza Arcybiskupa przed Mszą Świętą Jubileuszową (plik pdf)


Homilia Księdza Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego wygłoszona podczas Mszy Świętej 4 lutego 2007 r (plik pdf)


św. Maksymilian Kolbe - człowiek prawdy


Sprowadziliśmy rozumienie prawdy do kryterium jej użyteczności. To jest prawdziwe, co ogół uzna za wiarygodne. Dlatego miejsce prawdy zajęły mity. W rezultacie kłamstwo stało się równie dostojne jak prawda. Współczesny człowiek nie wierzy faktom, bo wiele rzeczy, które uważał za fakty, okazało się pozorami.
Jednak tęsknota za prawdą nie opuszcza nas nawet w czasach zdominowanych przez wpływy telewizji i innych mediów. Niech to będzie prawda najgorsza, najstraszliwsza, beznadziejna, byle była prawdą!
Piłat też nosił w sobie głód prawdy. W obecności Chrystusa odważył się na cyniczne, a może tylko filozoficzne pytanie: Cóż to jest prawda? (J 18,38). I usłyszał odpowiedź, która na zawsze określiła chrześcijańską odpowiedź na to pytanie: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem" (J 14,6).
Zadaniem każdego człowieka jest dążenie, poszukiwanie i wreszcie życie w prawdzie. Ojciec Maksymilian uważał, że człowiek wtedy jest szczęśliwy, kiedy żyje prawdą. Według świętego z Niepokalanowa, szukanie prawdy i stosowanie jej w życiu jest pewną drogą prowadzącą do Boga.
W "Rycerzu Niepokalanej" ze stycznia 1941 roku, na którego wydrukowanie pozwoliły okupacyjne władze, tak pisał o Prawdzie: "Chociaż nie wszyscy miłują prawdę, to jednak ona jedna tylko może być podstawą trwałego szczęścia. Prawda jest jedna. Znana to nam rzecz, a jednak w życiu praktycznym nieraz postępuje się tak, jakoby i nie, i tak w tej samej sprawie mogło być prawdą. Nietrudno na przykład doświadczyć na sobie samym, że czasem postępujemy w zgodzie z wiarą w Opatrzność Bożą nad nami; i innym zaś razem trapimy się zbytnio, jakby tej Bożej Opatrzności nie stało […]. Żadnej prawdy więc nie można zmienić, ale może tylko prawdy poszukiwać, znaleźć i uznać i do niej życie stosować, pójść drogą prawdy we wszystkich sprawach, a zwłaszcza dotyczących ostatecznego celu życia, stosunku do Boga […]. Jedynie prawda może być i jest niezłomnym fundamentem szczęścia tak poszczególnych ludzi, jak i całej ludzkości". Te słowa św. Maksymiliana są również krzykiem duszy dzisiejszego człowieka - bez prawdy zaczynamy się dusić (por. Antoni Gołubiew, "Listy do przyjaciela").
W modlitwie Ojcze nasz prosimy Boga "przyjdź królestwo Twoje" - to znaczy: przyjdź królestwo prawdy. Co znaczyło dla ojca Maksymiliana pójść drogą prawdy? To znaczyło kierować się otwartością, odwagą i prawdomównością. Jakże często głównym źródłem kłamstwa jest u ludzi brak odwagi, strach. Zły strach - który, jak mówi przysłowie "ma wielkie oczy" - i próbuje nas ubezwłasnowolnić, wpędza nas w histerię, ogłusza własnym krzykiem. Nie wolno poddawać się strachowi! Tyle razy Jezus wzywa: "Nie lękajcie się". Zaufajmy tym słowom, zaufajmy Bogu.
Ojciec Maksymilian zostawił nam świadectwo wiary w Stwórcę, który hojnie sieje, ale na gruncie przeoranym prawdą. A więc jeśli prosimy, jeśli modlimy się o wyprowadzenie z niewoli, jakakolwiek by ona nie była, trzeba stanąć w prawdzie i przyznać się, że sami jesteśmy winni klęsk, które na siebie sprowadzamy, bo nie ujrzeliśmy dotąd, nie chcieliśmy ujrzeć prawdy o nas samych.
W Auschwitz ojciec Kolbe spotkał się z lekarzem obozowym, od którego doświadczył wiele życzliwości. "Ojcze jak to możliwe - zapytał doktor Diem - że udaje się ojcu wytrwać w wierze w Bożą Opatrzność w takim miejscu jak to? Wychowałem się w rodzinie protestanckiej i wierzyłem, naprawdę wierzyłem, aż do dnia, gdym tu wylądował! Straciłem wiarę, ojcze!". Wówczas o. Maksymilian tak odpowiedział swojemu współrozmówcy: "Oczywiście szatan będzie dowodził na wiele sposobów, że wiara to głupota. Podeprze się najbardziej przekonywającymi dowodami, jak choćby ta brutalność i nieludzkie akty, które wciskają się zewsząd do oczu wątpiącego. Postawi przed oczyma krematoria i stosy ciał wrzucanych jak drzewce do ognia. Czyż już samo to nie wystarczy, by uwierzyć, że Bóg umarł? […]. Bóg nie umarł! On żyje! To myśmy duchowo pomarli, zabijając Jego obraz w naszych sercach. Gdzież się podziały złożone w nas dary Stwórcy, któreśmy winni pomnożyć dla wzajemnej miłości? Ten obóz nie jest dowodem śmierci Boga - doktorze - on jest dowodem, że to stworzenie jest zdeprawowane. Ale czyż Bóg nie jest wszechmocny? Czyż nie może tego wszystkiego powstrzymać? Są tajemnice, których nasz ograniczony rozum nie zdoła pojąć. Stwórca wyposażył nas w kompas, byśmy kierując nim, decydowali. Nie próbujmy zapominać, że tę wysepkę naszej wolności otacza ocean Bożej wszechmocy" (por. Claude R. Foster, Rycerz Maryi).
Jesteśmy skłonni do zaciemniania, do przesuwania akcentów, do półprawd, do słów pokrętnych: "ale", "jednak", "nie do końca" i wielu im podobnych. Tymczasem dla ojca Maksymiliana prawda jest zgrzebna, krótka, a tym samym jedyna.
W relacjach międzyludzkich istnieje wiele barier, blokujących mówienie prawdy. Jakże często wypaczamy prawdę poprzez nasze nawyki, uprzedzenia, brak pokory. Nieraz zaprzeczamy prawdzie tylko dlatego, że nie pochodzi ona od nas, nie z naszego środowiska. Często zawężamy prawdę poprzez własne lenistwo, lęk, a nawet nienawiść.
W ojcu Maksymilianie żyła wiara w skuteczność i siłę prawdy. 23 września 1939 roku transport z aresztowanymi zakonnikami z Niepokalanowa dotarł do Amtitz (obecnie Gębice niedaleko Gubina). Zakonnicy już przy samym wejściu do obozu usłyszeli od żołnierzy niemieckich oszczerstwo, że są bandytami, którzy z kościelnej wieży strzelali do żołnierzy. Ojciec Maksymilian poruszony tymi słowami zaprotestował odważnie przeciwko temu kłamstwu u komendanta obozu.
"Poznajcie prawdę - prawda was wyzwoli" (J 8,32). Człowiek prawy, jakim był św. Maksymilian, nie tylko miłował Boga słowem i językiem, ale czynem i prawdą (1 J 3,18). Mówienie prawdy jest sztuką. Dlatego módlmy się ze św. Maksymilianem, aby dane nam było mówić prawdę z miłością, bo wówczas nie rani się innych ludzi. Taka umiejętność wymaga roztropności. Jeśli masz w sobie serdeczność, jeśli kochasz wszystkich ludzi nikogo nie przeceniając, będziesz umiał mówić prawdę.
Prośmy, zatem Boga, o zdolność mówienia prawdy - prawdy ocalającej, dającej siłę i odwagę; prawdy wyzwalającej z mroków półcieni i półprawd; prawdy, jakiej świadectwo, swym życiem i śmiercią, dał ojciec Maksymilian Maria Kolbe.

o. Ignacy Kosmana

Jubileusz 25-lecia Kanonizaji Św. Maksymiliana Kolbego

Migawki z Jubileuszu 25-lecia Kanonizaji Św. Maksymiliana Kolbego i z uroczystości odpustu parafialnego - 10. 10. 2007.





Rok św. Maksymiliana Marii Kolbego

Ojciec Maksymilian nadzieją dla najmniejszych

W Ewangelii odnajdujemy wiele słów Jezusa mówiących o smutku, niepokoju, strachu, oczekiwaniu, ale nie ma żadnych mówiących o nadziei. Dlaczego ewangeliści nie przypisali Jezusowi żadnej bezpośredniej wypowiedzi dotyczącej nadziei? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w fakcie Zmartwychwstania, które dało światu nadzieję.
Bóg chrześcijański jest „Bogiem Nadziei” (Rz 15,13), czyli Bogiem otwierającym człowieka na przyszłość.
Czym w biblijnym znaczeniu jest nadzieja? Co to znaczy mieć nadzieję? To znaczy mieć w sobie zaufanie do Boga. Zaufanie do Boga i człowieka jest przecież duchem nadziei. Sam Bóg wybrał drogę ku człowiekowi wiodącą poprzez zaufanie. Nie ma nadziei bez zaufania. Tym, co nas popycha w życiu do działania jest właśnie nadzieja. Gdyby nie było nadziei, nie byłoby także wiary i miłości. Czym byłaby wiara bez nadziei? Święty Paweł mówi, że byłaby „pusta” (por. 1 Kor 15,14).
Dzięki nadziei możemy ufnie oczekiwać Bożej ingerencji, wychodzić z naszego zamkniętego świata i swobodnie myśleć o przyszłości. Widzieć przyszłość, przeczuwać przyszłość - żyć nadzieją. Nadzieja rodzi się, bowiem w momencie, w którym człowiek odkrywa, że jest ktoś, w kim można pokładać nadzieję.
Zdumiewa mnie Franciszek, kiedy w punkcie rozpoczęcia drogi wiodącej do nowego życia, rzucił się w bezgranicznym zaufaniu prosto w ręce Boga. Uczynił to poprzez publicznie oświadczenie - przed sądem biskupa - swemu ojcu: „Słuchajcie mnie wszyscy! Teraz będę mógł odmawiać spokojnie: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, i nie będę musiał zwać ojcem Piotra z Bernardone... Nago pójdę na spotkanie z Panem”.
Czym dla Franciszka z Asyżu było zaufanie Bogu? Było nadzieją, która dawała mu siłę, aby iść pod prąd beznadziejności, melancholii - duchowej ociężałości. Tak wszedł ogołocony Franciszek, nie mając nic swojego, na drogę nadziei. Odtąd wspólnota franciszkańska identyfikowana będzie już zawsze jako ruch nadziei, radości, który przełamuje zaklęte kręgi: nienawiści, niezrozumienia, który każe patrzeć w przyszłość z optymizmem, z zaufaniem.
Franciszkowe rozumienie nadziei było specyficzne, ponieważ opierało się na pokorze uniżonego oczekiwania, nawet w przypadku niesprawiedliwego osądu, który przecież bolał. Mało kto z nas wytrzymuje takie próby. Najczęściej człowiek zamyka się w sobie i nie chce mieć więcej do czynienia z ludźmi. Co na to św. Franciszek? Otóż święty odkrył, że takie cierpienie jest okazją do pogłębienia więzi z Bogiem. Trzeba mieć nadzieję nawet wtedy, gdy codzienność jest jej zaprzeczeniem. Zachowanie nadziei jest zwiastunem nadejścia dobra.
Do różnych określeń świętego z Niepokalanowa można dodać jeszcze i to: „człowiek, który żył nadzieją”. Bez nadziei nie jest możliwe normalne życie, godne człowieka. Ojciec Kolbe wiedział, że nadzieja jest wartością o dużym znaczeniu, bo to ona kierowała go zawsze ku Bogu. Podczas rekolekcji w roku 1915 zapisał: „czyń jakbyś miał umrzeć, potem [...] miłość bliźniego nadnaturalna [stała się]: myślą, słowem i uczynkiem. Za nią Niebo, bez niej Piekło. Znak szczególny chrześcijan. Życie krótkie, cierpienia krótkie, a potem: Niebo! Niebo! Niebo! (Władysław Kluz, Człowiek XX wieku - św. Maksymilian Kolbe). Do tej myśli bardzo często wracał przez całe życie.
Czciciel Niepokalanej swą nadzieję pokładał w Chrystusie, patrząc na Jego Matkę, która uczyła zaufania i nadziei. Był przekonany, że wszystko otrzyma za Jej pośrednictwem, zarówno pomoc do własnego uświęcenia, jak też do uświęcania innych. Pomoc w nawracaniu grzeszników, w rozszerzaniu wiary i w urzeczywistnianiu królestwa Bożego na ziemi. Na bazie takiej właśnie „nadziei” założył Niepokalanów i Stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej.
W życiu codziennym nadzieja ojca Maksymiliana przejawiała się w całkowitym zawierzeniu Maryi. To zawierzenie łączył z wysiłkiem osobistym: „Mamy trudność - biegnijmy do Niepokalanej” (Myśli o. Maksymiliana Kolbe, Do ideału MI). Zachęcał wszystkich, aby w każdej sprawie zaufali Maryi, bowiem to Ona - jak twierdził - pokieruje wszystkim najlepiej. Im bardziej rozpaczliwa sytuacja, tym bardziej trzeba Jej ufać. A jednocześnie zalecał, aby każdy, kto oddał się Maryi jako „narzędzie”, nie oszczędzał się dla Jej sprawy. Ujmował to tak: „zaufajmy Panu Bogu przez Niepokalaną bezgranicznie i starajmy się, co do rozumu i sił starczy” (Wybór Pism świętego Maksymiliana Kolbego 345, „Brak ufności”).
Wszystkich członków Milicji Niepokalanej wzywał do dawania świadectwa nadziei, która jest w nich samych (por. 1P 3,15). Święty często podkreślał, że nadzieja jest potrzebna zwłaszcza w pracy nad sobą, a szczególnie nad wadami. Nieraz ojciec Maksymilian słyszał skargi od swoich współbraci: „chcę się poprawić, chcę być lepszy, ale nie mogę”. Takie „przyznanie się” - według świętego - świadczyło nie tylko o braku ufności, ale i o braku pokory. Uważał przecież, że ludzie, którzy tak mówią liczą jedynie na własne siły i sądzą, że do pewnej granicy „to i owo” potrafią. Zapominają przy tym, że człowiek sam z siebie nic nie potrafi (Konferencje Ojca Maksymiliana 72, „Chcieć zostać świętym”).
Święty Ojciec Maksymilian był nauczycielem niezwykłym. Uczył bowiem wspinania się na kolejne stopnie wtajemniczenia w odkrywaniu aspektów nadziei. Nadziei takiej, która czyni człowieka szczęśliwym - błogosławionym.

o. Ignacy Kosmana


Rok św. Maksymiliana Marii Kolbego

Święty Maksymilian - człowiek wolny

Wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać, przychodzi jako dar, utrzymuje się poprzez zmaganie(Karol Wojtyła, Ojczyzna).
Pośród proroków, całkiem odległych i całkiem bliskich jest też prorok miłości ponad cywilizacją śmierci - ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Beatyfikowany w 1971 roku przez Papieża Pawła VI, kanonizowany w 1982 przez Jana Pawła II. Pierwszy polski Święty drugiego Tysiąclecia. Kim był Maksymilian Maria Kolbe?
Sam odpowiedział na to pytanie w obozie w Auschwitz: Jestem kapłanem katolickim. Ja się na to narodziłem, aby dać świadectwo Miłości. Jeszcze jedno szaleństwo: ofiara miłości poprzez śmierć w bunkrze głodowym. Dobrowolna ofiara zamiast współwięźnia Gajowniczka. On - kapłan katolicki - Maksymilian Maria Kolbe.
Cztery miliony istnień pochłonął obóz w Oświęcimiu. Pięćdziesiąt milionów, a może więcej,
II wojna światowa. I naprzeciw całej tej ofiary całopalnej - pojedynczy człowiek, który na pytanie kto jesteś? - odpowiada: kapłan katolicki. On się na to narodził, aby człowiek umiał odpowiedzieć historii, gdy jeszcze raz zapyta - obolała holocaustem, obozami zagłady - Kto jesteś, człowieku?. Tak jak Bóg zapytał Adama: Gdzie jesteś Adamie? Gdzie jesteś ty, który wypowiedziałeś mi posłuszeństwo? Dokąd cię to zaprowadzi? Tak historia pyta teraz, po wszystkich zbrodniach XX wieku - kim jesteś człowieku, który chciałeś - tak jak Bóg - decydować co jest dobrem i złem?
Jestem istotą wolną - odpowie człowiek - stworzoną na obraz i podobieństwo Boga, a o moim człowieczeństwie niech zaświadczy miłość i ofiara aż do końca: w obozie, na dnie piekła, jakie zrodziło się z nieposłuszeństwa, nawet tam - człowiek poświęcił życie za brata. Dlatego ciągle jestem istotą wolną! Trzeba było wielkiej odwagi myślenia, by wyjść naprzeciw historii i oddać swoje życie na dowód, że ten świat ciągle należy do Boga, a bramy piekielne nie zamknęły się za bramą Oświęcimia.
Życie, biografia niejednego świętego, wskazują, że do heroizmu się dorasta, że bycie człowiekiem coraz bardziej wchodzi w krew, jeśli tylko raz wybrało się taką drogę. Arbeit macht frai - praca czyni wolnym - w zamyśle faszystów miało to być okrutne szyderstwo uwidocznione nad bramą obozu zamiast słynnego Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie. Okazało się jednak, że praca naprawdę czyni wolnym. Całe lata pracy nad sobą w zbliżaniu się do Chrystusa uczyniły brata Maksymiliana wolnym - nawet w obozie śmierci.
Człowiek jest kapłanem bezwiednym, a pożytecznym - powiedział Norwid. Jest kapłanem, bo nosi w sobie ducha i może - jeśli tylko zechce - udzielić tego ducha otaczającej go rzeczywistości, aby przybliżać ją do Boga. I na tym tak naprawdę polegała działalność wszystkich, których nazywamy świętymi, działalność wielkich tego świata. Oni zbliżają świat do Boga! Wielcy ludzie są szaleni Bożym szaleństwem odmieniania rzeczywistości, są nieustępliwi, wierni do końca, zdecydowani na wszystko, co przyniesie dobro.
Ojciec Maksymilian - gdy nadeszła wojna, łapanki, aresztowania, wywózki do obozów śmierci, gdy trzeba było stanąć oko w oko ze złem, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który wymyślił fabrykę śmierci i metodycznie zabijał miliony istnień ludzkich - nadal pozostał człowiekiem. Pamiętał, że kapłan katolicki jest po to, aby nieść pociechę, dawać miłość i przebaczenie, ale też po to, aby życie swoje dać za braci. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci - pisze św. Jan Apostoł (1 J 3,14).
Pewien Samarytanin przechodził przez XX wiek, przez trudne stulecie i zbójecki czas. Ubrał franciszkowy habit i postanowił: Przybliżę człowieka do dobra, które oznacza życie. Na kraj napadli zbójcy, jak kruki rozdziobali mienie, zdrowie i życie narodu. Samarytaninowi nałożyli pasiak i chodaki, ale w pasiaku też można być dobrym. Jednemu dodał otuchy, drugiego pojednał z Bogiem, komuś odstąpił własny okruch chleba, a jeszcze innemu odstąpił własne życie.
Tak właśnie - wierszem - rozważają współcześni franciszkanie męczeństwo swego brata Maksymiliana. Te słowa, ten wiersz pomagają zadumać nad tajemnicą męczeństwa… Czy to możliwe, że jeden biedaczyna, skromny franciszkański marzyciel, który chciał mieć radio i całemu światu głosić Dobrą Nowinę, staje teraz u wejścia do bunkra głodowego, aby stoczyć bój o nadzieję, a swoim życiem, podarowanym za drugiego znów wykupić świat. Bo chociaż człowiek człowiekowi zgotował ten los, to również człowiek - wolny i pełen wiary - może ten świat ocalić.
Cóż to oznacza dziś dla nas? Wielu zapłaciło najwyższą cenę - cenę życia, by ocalić ten nasz świat od zwątpienia, przerażenia złem, od beznadziei ślepego determinizmu. Jesteśmy im coś winni! Ale najbardziej jesteśmy winni Temu, który pierwszy powiedział: Ja na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Prawdzie, czyli miłości. Jesteśmy coś winni Chrystusowi, a później tym wszystkim, którzy poszli za Nim, aż do końca. To jest nasza cząstka w ocaleniu świata, nasza ofiara za innych i dla innych. Bądźmy więc odrobiną światła w tej olimpiadzie zmagań, wyścigów, sukcesów i porażek. Prawdziwe zwycięstwo i sens ofiary świętych na tym właśnie polega, że my, jak dzieci, zechcemy być tacy sami jak oni i wszystko robić tak dobrze, jak oni. Prawie tak dobrze...

o. Ignacy Kosmana


Święty Maksymilian wzywa do miłości

Pytanie w tytule wydaje się być pytaniem retorycznym. Tak jakby istniał kiedykolwiek czas, w którym można byłoby bez miłości się obyć... Wszyscy pragną miłości, mówią o niej, śpiewają. Właściwie to nie istnieją piosenki o niczym innym, jak tylko o miłości. Publicystyka z rzadka trafia na pięciolinię. Należałoby, zatem uznać, że miłość jest światowym fenomenem. Miłość otacza nas zewsząd, a jednak świat choruje na brak miłości.
Słowo miłość jest bardzo pojemne. Uprzytomnił nam to ostatnio Benedykt XVI, w encyklice Deus Caritas est. Bóg jest Miłością. Można by sparafrazować prolog Ewangelii według św. Jana: Na początku była Miłość, a Miłość była u Boga i Bogiem była Miłość; przez Miłość wszystko się stało, co się stało...
Mówią, że Bogu do szczęścia nikt nie jest potrzebny; że potrafi być szczęśliwy i bez nas. Nie jest to wcale takie pewne! Może gdyby był tylko mądrością albo wszechmocą, może wtedy nie potrzebowałby stwarzać audytorium? Bóg jednak jest miłością. A miłość nie jest samolubna. Nie ma miłości bez obdarowywania. Więcej, miłość daje to, co ma najlepszego. "Tak, bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (por. J 3,16). Wcześniej z miłości stworzył świat. Podzielił się tym, co miał. Nawet Sobą. Z kim? Z człowiekiem! Dał mu swoją twarz, swoje podobieństwo. Dzieci zawsze podobne są do rodziców. Człowiek podobny jest do Boga. Bóg zakochał się w człowieku. Dlatego Jego Syn, Jezus Chrystus, stał się człowiekiem.
I tak oto jesteśmy bogami... (por. J 10,34-35). Umiemy kochać. Miłość - nawet ta ludzka - z natury swej jest wspaniałomyślnym darem z samej siebie. Kto kochał, kto był kiedykolwiek zakochany, ten wie, że dla osoby, którą obdarza głębokim uczuciem, jest w stanie zrobić wszystko, dać jej czegokolwiek od niego zażąda. Miłość niczego nie chowa dla siebie. Miłość daje. Rozdaje samą siebie. Tacy jesteśmy. Mamy to po Bogu...
A jednak kochać nie jest łatwo. Łatwo jest powiedzieć, że się kocha. Ludzie mają problemy z miłością. Zawsze je mieli. Istnieje jednak pewna cecha, dzięki której można osiągnąć całkiem dobre wyniki: tą cechą jest - podobieństwo do Boga. Niestety, wystarczy włączyć telewizor, radio, przeczytać gazetę... Coraz więcej obcych twarzy! Ludzi niepodobnych do Boga... Pytanie o miłość dzisiaj - nie jest zatem retoryczne. "Miłość nie jest kochana!" - wołał kiedyś św. Franciszek z Asyżu. Dzisiaj wołają - franciszkanie.
Istnieją jednak budujące przykłady. Wystarczy pojechać do Auschwitz. Zobaczyć plac, na którym św. Maksymilian wystąpił z szeregu i zgłosił się na ochotnika, by pójść umrzeć za drugiego człowieka; umrzeć śmiercią głodową... Bo kochał. Był podobny do Boga. On uczył się upodabniać do Ojca u Maryi. Dla niego Niepokalana była kimś szczególnym, wyjątkowym; najpiękniejszym człowiekiem i najwierniejszym odbiciem twarzy Boga. Dlatego i podobieństwo świętego Maksymiliana stało się bardzo wierne.
Wiele mówi się o heroizmie i świętości Ojca Maksymiliana. Często zapomina się, że jego świętość była owocem codziennej miłości do Boga i człowieka. Potrafił kochać nawet w przysłowiowym piekle... Za drutami obozu.
Świętość to powołanie każdego człowieka. Był czas krzyżowców i krzyżaków, inkwizycji i nietolerancji. Ale to nie były najlepsze sposoby na świętość, na miłość, na upodobnienie się do Boga. Wystarczy popatrzeć, jak kochał Jezus. Jego pierwsze spotkanie z Marią Magdaleną... Wystarczy popatrzeć jak kochała Maryja - w Kanie Galilejskiej... Wystarczy popatrzeć jak kochał św. Maksymilian - jego spotkanie z Franciszkiem Gajowniczkiem na obozowym placu... Myśmy stali obok. Z oczami utkwionymi w drewniaki...
Dziś odchodzimy zawstydzeni. Dlaczego? Nie wszystkich Bóg wzywa do czynów tak heroicznych. Miłość jest bardzo różnorodna. Jest też taka powszednia, jak drobna życzliwość. Taka miłość powszechna. Właśnie katolicka! Świętość, na co dzień. Uśmiechnąć się do przechodnia, skinąć głową, powiedzieć smutnemu "dzień dobry", a rolnikowi na polu - "Szczęść Boże!"; pomachać ręką nieznajomym... To podać rękę na znak pokoju, pomóc wejść do autobusu, wnieść wózek z dzieckiem po schodach, dać się wyprzedzić na jezdni przez mniejszy samochód... Agresji przeciwstawić życzliwość; zdenerwowaniu i pośpiechowi - wyrozumiałość i cierpliwość; faryzejskiej surowości - miłosierdzie i dobroć.
Te małe czyny heroiczne sprawiają, że życie przestaje być koszmarem, a poczekalnie i stadiony piłkarskie stają się miejscem spotkań... Wtedy stanie się wokół jaśniej. Tyle dobroci, tyle miłości jest w nas. Trzeba tylko w to uwierzyć! Trzeba uwierzyć, że jesteśmy dziećmi Boga.
Nie trzeba zaraz iść do więzienia, cierpieć tortury, ginąć - za wiarę. Najpierw nam trzeba ćwiczyć się w małych "więzieniach" naszego serca, uczyć się cierpieć czyjąś nieobecność - a jeśli ginąć, to pozwolić ginąć własnej racji niekoniecznej... Patrzeć sercem. Sercem lepiej się widzi.
Nauczycieli mamy wielu. Sam Bóg. Jezus Chrystus. Niepokalana. Święty Maksymilian. Jest też miejsce do nauki, nasza klasa - własny dom, kościół, praca, ulica, sklep... Cały świat. Lekcja już się zaczęła na Chrzcie Świętym. A więc dość dawno. Wtedy zostaliśmy usynowieni. Powołani do świętości i do miłości. Na niebieskiej tablicy naszej duszy Duch Święty wypisał temat: Kochać dziś! To takie zadanie domowe. Kochać dziś. I nic więcej. Przez całe życie.
Zadanie najpiękniej wykonała Maryja. Pięknie - św. Maksymilian, męczennik miłości. Na pytanie: Kochać dziś? Kochać tu, w Auschwitz? Odpowiedział - tak! Bo co to za miłość, która kocha tylko w pewnych miejscach, w pewnym czasie, nie zawsze?

O. Stanisław M. Piętka OFMConv.


Patron odważnych poszukiwaczy talentów

Mały Dziennik, gazeta codzienna wydawana i drukowana przed wojną w Niepokalanowie, w grudniu 1938 roku zamieściła taką oto krótką notkę sporządzoną przez o. Maksymiliana: "Milicja Niepokalanej posługuje się wszelkimi godziwymi środkami w dopomaganiu duszom do ich zbawienia i uświęcenia przez Niepokalaną. Poza działaniem bezpośrednim i prasą, potężnym środkiem stało się dzisiaj radio; nie może więc Rycerstwo Niepokalanej o tym nie pamiętać. Dlatego też Niepokalanów, jako Centrala MI, rozpocznie nadawać od święta Niepokalanej pierwsze audycje próbne z nowo założonej radiowej stacji nadawczej w Niepokalanowie. Na razie stację tę będzie można odnaleźć na odbiorniku poza granicą polskiego pasma amatorskiego 41,4m w paśmie 41,1 m do 41,4 m. W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny po raz pierwszy będzie ona pracowała od godziny 19 do 20". W ten prosty sposób św. Maksymilian obwieścił światu, że w dzieło głoszenia Ewangelii zaprzęga nowoczesny na tamte czasy środek: radio.
Ale to był tylko jeden z wielu pomysłów św. Maksymiliana na to, jak służyć sprawie ogłaszania światu, że Bóg jest Miłością. Był przecież klasztor - wydawnictwo, w którym przed wojną mieszkało ponad 700 zakonników, gazeta codzienna w olbrzymim nakładzie, miesięcznik - organ prasowy Rycerstwa Niepokalanej, które rosło w siłę, mnożąc liczbę zebranych u stóp Niepokalanej osób.
To było ciągle mało - św. Maksymilian chciał wykorzystać wszystkie możliwe okazje, wszystkie możliwe sposoby, wszystko, cokolwiek nadawało się do tego, aby zrealizować marzenie o podboju świata dla Najpiękniejszej na Świecie, dla Maryi z Nazaretu.
Święty Maksymilian był człowiekiem, którego postawę dzisiejsza psychologia nazwałaby zapewne postawą szerokich horyzontów. Umiał patrzeć dalej. Nie bał się patrzeć dalej i nie bał się widzieć więcej. Także wtedy, gdy dotyczyło to jego własnej osoby. I to zapewne dlatego w jego biografii możemy znaleźć zapisy o jego dwóch doktoratach, znajomości języków obcych, wyprawie misyjnej do Japonii, o planach budowy lotniska w Niepokalanowie, o jego zainteresowaniach powstawaniem kina i telewizji. Wielkiej odwagi trzeba, aby odkrywać to co nowe. Wielkiego hartu ducha, aby na laurach nie spocząć.
I tego święty Maksymilian może nauczyć każdego z nas. Odwagi w podejmowaniu wyzwań i poszukiwań. Odwagi w tworzeniu. Odwagi w wykopywaniu talentów z gleby swojego życia.
To jest sposób bycia, który powinien cechować młodego chrześcijanina.
Często mamy pokusę sprowadzenia chrześcijaństwa do godziny pokornego siedzenia w ostatniej ławce kościoła, raz w tygodniu. I to najlepiej w nawie bocznej, żeby nikt nie zauważył. I oczywiście, żeby nie miało to najmniejszego przełożenia na pozostałe 143 godziny w tygodniu.
Istnieje inna pokusa: zamknięcia chrześcijaństwa do milutkiej i cieplutkiej atmosfery zamkniętego kręgu przyjaciół, z brzdąkaniem na gitarze i filiżaneczką herbatki w przeuroczo-sympatyczno - słodkiej salce parafialnej, w której obowiązkowo pali się świeczuszka. To może pociągać przez jakiś czas. Ale nie może to być jedyny sposób na chrześcijaństwo. W takich warunkach bohaterowie wiary, nadziei i miłości się nie rodzą.
Może dotyczyć nas pokusa przeżycia jakiegoś szczególnego wstydu, który nie pozwala zaangażować wszystkich sił w chrześcijaństwo - to wtedy, kiedy myślimy, że lepiej nie przyznawać się do swojej wiary, bo to nie jest nowoczesne, trendy, jazzy i cool.
Może wreszcie dotyczyć nas myśl o tym, że gdzie jak gdzie, ale w Kościele się nie rozwinę, że co jak co, ale moja wiara i zaangażowanie w chrześcijaństwo na pewno nie będzie miejscem rozwoju mojej osobowości.
Święci - tacy jak święty Maksymilian - leczą nas z takiego spojrzenia. Święci leczą nas ze spojrzenia na religijność, na Kościół, wreszcie na samego Pana Boga, wzrokiem podejrzliwym i zamglonym, który fałszuje obraz świata mówiąc: "tu się nie rozwiniesz, tutaj ci podetną młode, zdolne skrzydła".
Święci pokazują, że jest dokładnie odwrotnie. Chrześcijanin bowiem to człowiek szerokiego spojrzenia, ktoś, kto szuka, wykorzystuje wszystkie talenty, jakie otrzymał od Pana. Chrześcijanin nie może nie być odważnym w poszukiwaniu talentów!
Bóg "jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności. Ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa".
Źle by się stało, gdyby Jezusowa przypowieść opowiadała o nas, jako o tych, którzy z lenistwa i braku odwagi "poszli i rozkopawszy ziemię, ukryli otrzymane talenty...".
Cóż nam zatem trzeba? Co może nam Maksymilian święty podpowiedzieć? Że z pewnym błyskiem Bożego szaleństwa w oku - należy próbować. Śpiewać, grać, tańczyć, pisać, biegać, skakać, malować, rzeźbić, recytować, czytać, uczyć się. Dopóki nie spróbujesz - nie będziesz wiedział w czym jesteś dobry. Dopóki nie odkryjesz swoich talentów - świat będzie o nie uboższy, twój brat i siostra będą o nie ubożsi. Ty będziesz o nie uboższy.
Modlić się, słuchać w ciszy podpowiedzi swojego serca, słuchać Bożego słowa, słuchać wspólnoty Kościoła - a zatem i twojej babci, i twojej młodszej siostry, i twojego kolegi z klasy, bo oni pomogą ci odkryć twoje talenty. A jak już je odkryjesz - to je rozmnóż.
I do tego też męstwa potrzeba - bo czasami zostaniesz sam, ze swoimi łzami i niezrozumieniem.
Bo czasami okaże się, że ten talent, który dał ci Pan - poprowadzi cię na śmierć, jak to było w przypadku Maksymiliana.
Patrzymy dzisiaj na świętego Maksymiliana, bo chcemy się od niego czegoś nauczyć.
W archiwach pozostały po nim i artykuły o Niepokalanej, konferencje duchowe, ale pozostały również... projekty statków kosmicznych, jak je nazywał - etereoplanów. Nie bał się marzyć o podbojach. Nie bał się być odważnym poszukiwaczem swoich talentów.
Myślę, że to jest jedno z ważniejszych słów, jakie nam zostawia św. Maksymilian - bądź odważny w poszukiwaniu sposobów na głoszenie i świadczenie miłości!
Chrześcijaństwo jest odważne! Bądź twórczy, bo to właśnie jest sprawdzianem siły twojej miłości - do Boga, rodziców, rodzeństwa, chłopaka i dziewczyny.
Od tego, czy będziesz chciał zaangażować się w odkrywanie złożonych w Twoje serce talentów, od Twojego twórczego ich wykorzystania, zależy oblicze tej ziemi i uśmiech na obliczu twojego brata i siostry.

o. Tomasz M. Szymczak OFM Conv.


Nowe ławki

Otrzymaliśmy transport pierwszych,nowych ławek do naszego kościoła. Są one wykonane z twardego, trwałego, o pięknej fakturze drewna jesionowego. Upiększą nasz kościół. O 1/3 powiększy się ilość miejsc siedzących. Składającym ofiary na ten cel serdecznie dziękujemy. Zachęcamy do dalszej ofiarności i troski o naszą świątynię.

Copyright © Parafia p.w. Maksymilina Kolbe w Gdańsku
design by:[dart]